piątek, 20 stycznia 2017

O czytaniu, silnych kobietach i książkach

Jedną z rzeczy, które najbardziej lubię jest czytanie książek. Książki towarzyszą mi od bardzo dawna, choć nie od zawsze... zaczęłam czytać dopiero jako nastolatka, ale wsiąkłam w czytanie bez reszty. Możliwość poznawania niezliczonej ilości żywotów innych ludzi, ich perypetii, poglądów, przeżywania ich emocji... mam wrażenie, że to nigdy mi się nie znudzi. Dlatego właśnie chciałabym się podzielić z Wami tą przyjemnością, od czasu do czasu pisać o książkach, które mnie poruszyły, sprawiły, że zarwałam noc i nie mogłam się od nich oderwać.

Może to dziwne, ale książki, które przynajmniej ostatnio szczególnie mi zapadły w pamięć to powieści o silnych niezależnych kobietach, które mimo  przeciwności radzą sobie (lepiej lub gorzej) w życiu.
Jedną z autorek takich książek jest Aneta Jadowska i jej cykl o Dorze Wilk.

Akcja pierwszej powieści "Złodziej dusz" rozpoczyna się wraz z dochodzeniem w sprawie śmierci staruszki, której ulubionym zajęciem jest dążenie do zbawienia dusz sąsiadów poprzez słuchanie na cały regulator znanego toruńskiego radia o zabarwieniu mocno religijnym :) Nie trzeba dodawać, ze nie przysparza jej to przyjaciół. Morderstwo to musi rozwikłać główna bohaterka - policjantka, wykorzystującą w swoich śledztwach umiejętności, o jakich zwykli śmiertelnicy, a tym bardziej koledzy z pracy, nie powinni jej podejrzewać.

Dora jest wiedźmą, ale nie taką wiedźmą, która siedzi przy kotle i pichci uroki. Wiedźmińska natura Dory to magia płodności, ale znów - nie znajdziecie tu płomiennego romansu - przynajmniej nie w głównym wątku :), zresztą Dora nie ma w planie rodzenie dzieci, związku czy małżeństwa. Odnajdziecie natomiast jej najbliższych przyjaciół - anioła i diabła, mieszkających w równoległym mieście Thorn, w którym nasza bohaterka również będzie prowadziła dochodzenie, bowiem nie tylko w naszym świecie zdarzają się niewyjaśnione morderstwa - dzieje się tak również w Thornie. To właśnie Dorze, z racji tego, że jest policjantką, zostanie powierzona ta sprawa.

Dlaczego polubiłam prozę Anety Jadowskiej? Przede wszystkim za poczucie humoru, za bohaterkę, która jest z jednej strony jest ciepłą kobietą umiejącą sobie zjednać najgroźniejsze istoty owego uniwersum, z drugiej strony twardą policjantką która, aby ratować przyjaciół jest zdolna posunąć się bardzo daleko. Za nieoczekiwane zwroty akcji, za rozbudowane psychologicznie postacie i za ciekawe opisanie równoległego miasta. I jeszcze, za świetną rozrywkę, niestety zbyt szybko się kończącą - powieści Jadowskiej czyta się bardzo szybko.

sobota, 14 stycznia 2017

DIY - jak zrobić drzwi przesuwne

Być może po ostatnim poście zastanawialiście się jak zrobić drzwi przesuwne o podobnej konstrukcji jak moje. Pocieszę - nie jest to skomplikowana sprawa. Konstrukcja drzwi jest prosta i jak zwykle w takich projektach, najważniejszy jest pomysł.


Od czego więc zacząć - należy zgromadzić materiały i narzędzia do zrobienia drzwi:
Do zamocowania drzwi:
  • Zestaw do drzwi przesuwnych BETA VALCOMP lub podobny. Długość zestawu zależy od szerokości Waszych drzwi. Światło ościeżnicy moich drzwi miało 80 cm, więc wybrałam zestaw na 180 cm długości.
  • deska podłużna szer. 6 cm. o długości zestawu do drzwi przesuwnych, potrzebna po, to by odsunąć drzwi od ściany i ościeżnic i drzwi nie zahaczały o ościeżnice.
  • wkręty do drewna
  • wkręty rozporowe do ścian - 6 mm - do przymocowania zestawu
Do zrobienia drzwi:
  • 3 półki z litego drewna o wymiarach szer. 40, 30 i 30, dł. 230, kupione w jednym z marketów budowlanych i  przycięte w owym markecie do szerokości zakrywającej ościeżnice. Jeżeli macie ościeżnice należy je zmierzyć - u mnie światło drzwi miało 80 cm, a szer. ościeżnic 92 cm, więc aby drzwi zasłaniały je, potrzebowałam drzwi o szerokości 94 cm. Wymagało to przycięcia półki o szer. 40 do 34 cm, tak aby po połączeniu wszystkich trzech miały 94 cm.  Drzwi również przycięłam w markecie do długości zakrywającej ościeżnice - u mnie było to 210 cm. Mocując drzwi pamiętajcie o tym, by sprawdzić czy w tym miejscu nie ma ukrytych w ścianie kabli, aby ich nie uszkodzić.
Akcesoria do zrobienia ozdobnych listw - można skorzystać z moich propozycji lub użyć tego, co macie pod ręką. Na gzyms górny wykorzystałam listwy przycięte do szerokości drzwi:
  • jedną podłużną deskę szer. ok. 6 cm. dł. 94 cm
  • gzyms pozostały po skręcaniu kuchni
  • ćwierćwałek wklęsły i cienką listewkę z marketu budowlanego
  • ozdobną listwę kupioną w sklepie z akcesoriami do renowacji
  • plus dodatkowo lustro
Dolna listwa to ozdobna listwa przypodłogowa - resztka z remontu.

Do skręcenia drzwi:
  • wkręty do drewna, 
  • wiertarka
  • wkrętarka
  • wyrzynarka lub piła do przycięcia listew
  • szpachla do drewna,
  • Farba, np. akrylowa lub kredowa plus środek do zabezpieczenia farby - lakier akrylowy do drewna
  • pędzel
  • klej montażowy do przyklejenia listew i lustra
  • akryl do ścian do zamaskowania szczelin między listwami
Zaczęłam od przeszlifowania desek drobnym papierem ściernym, ponieważ miały sporo drzazg. Następnie przykleiłam lustro klejem montażowym. Klej ten ma spory udźwig więc nie należy się obawiać, że lustro się odklei. Wystarczyło, że naniosłam klej na ramy lustra i przykleiłam.


Kolejny krok to przycięcie listew do szerokości drzwi i przymocowanie ich za pomocą wkrętów i kleju montażowego. Ponieważ używanie długich wkrętów jest dość trudne, najpierw za pomocą wiertarki zrobiłam dziury, dopiero później wkręciłam wkręty. Dzięki temu nie musiałam używać długich wkrętów. Dziury po wkrętach zaszpachlowałam, a po wyschnięciu szpachli przeszlifowałam, tak, by były niewidoczne.



Pozostałe listwy tworzące ozdobny gzyms przykleiłam przy pomocy kleju montażowego. Klej wiąże w bardzo krótkim czasie, udało się więc zrobić to bardzo szybko. Okazało się jednak, że pomiędzy listwami powstały szczeliny - zamaskowałam je akrylem do ścian, rozprowadzając go z pistoletu i wygładzając palcem umoczonym w płynie do mycia szyb.


W zasadzie teraz po wyschnięciu kleju i akrylu powinno się pomalować drzwi, ja jednak najpierw je zawiesiłam z prostej przyczyny - miałam pomoc po ręką, ciężko by było mi zawiesić drzwi zupełnie samodzielnie, ponieważ były bardzo ciężkie. Dopiero później drzwi pomalowałam, a następnie trochę pocieniowałam odrobinę ciemniejszą, rozwodnioną farbą, którą wcierałam w słoje drewna i szczeliny listew, tak by zostawała w zagłębieniach.
 
Przymocowanie drzwi do ściany wydaje się skomplikowaną sprawą, jednak ogromnym ułatwieniem była instrukcja dołaczona do zestawu i film, na którym co do milimetra pokazano jak montować tego typu drzwi. Polecam, ponieważ bardzo pomógł mi w montażu, krok po kroku pokazując co należy zrobić. Ważna rzecz - pokazana w tych instruktarzach - drzwi należy zawiesić tak, by zachować przestrzeń 1 cm między nimi, a podłogą. Dzięki temu będą się swobodnie przesuwały i wchodziły w stabilizatory drzwi które się przykręca do podłogi.


Jeśli tak jak ja macie ościeżnice - najpierw trzeba do ściany przykręcić listwę, która da nam  dystans - drzwi nie będą zahaczały o ościeżnicę. Ponieważ u mnie ościeżnice wystawały na 1,5 cm od ściany, wybrałam listwę o grubości 2 cm i szerokości 6 cm, długości zestawu (u mnie 180 cm, obecnie w sklepach są zestawy na 181 cm). Po przymocowaniu listwy drewnianej wystarczy przykręcić listwę aluminiową i zawiesić drzwi. Ostatnie kroki to zamocowanie blokad na końcach listwy aluminiowej, dzięki którym drzwi się ładnie domykają oraz przykręcenie do podłogi plastikowych stabilizatorów - wszystko jest pokazane na filmie.



Po pomalowaniu drzwi wyglądały tak... prawda że czegoś brakowało?


Aby zamaskować tę niezbyt piękną listwę aluminiową, zamocowałam listwę maskującą, długości 184 cm i szerokości 12 cm, odstającą od ściany 10 cm. Połączyłam je za pomocą kątowników i również za pomocą kątowników przymocowałam do ściany.

Na koniec pozostało pomalowanie listwy maskującej i ozdobienie przy pomocy szablonu oraz przykręcenie uchwytu z drugiej strony drzwi. Nie zamontowałam uchwytu od strony przedpokoju, ponieważ zależało mi na tym, aby zachować trochę tajemniczości - ot ukryte drzwi do pokoju, do którego przechodzi się przez lustro...
Całość wymagała więcej przemyśleń i pomysłów niż pracy - zrobienie tego projektu było samą przyjemnością.
Mam nadzieję, że informacje z tego postu przydadzą się w Waszych projektach :)


czwartek, 29 grudnia 2016

Rustykalne drzwi przesuwne

Minęło już kilka miesięcy od przeprowadzki i zdążyliśmy się już zadomowić w nowym miejscu. Zmęczenia po roku remontu też już opadło, czas więc pokazać dalsze projekty, które przez ten czas planowałam i realizowałam :)

W trakcie planowania sypialni, okazało się, że w tak małym pokoiku nie zmieszczą się razem tradycyjne drzwi i łóżko większe niż 120 cm..., tymczasem miało tam wejść łóżko z dawnego mieszkania, które było o 20 cm szersze. Rozwiązaniem były więc drzwi przesuwne... lub brak drzwi. Marzyły mi się takie drzwi, które będą ładnie się prezentowały i spełniały tez funkcję lustra.
Początkowo rozglądałam się za pięknymi, kutymi, rustykalnymi systemami drzwi przesuwnych, ale jak pewnie niejedna z Was się już przekonała - ceny  tych cacuszek są dość wysokie. Potrzebowałam więc innego, tańszego rozwiązania. Postanowiłam zrobić drzwi przesuwne na podstawie profili aluminiowych do drzwi przesuwnych, dostępnych w jednym z marketów budowlanych, desek sosnowych, lustra zdobytego na Olx i kilku listew, które mi zostały z innych projektów oraz końcówek listew przypodłogowych. A oto efekt:




 Jak przebiegały prace nad budową drzwi pokażę w następnym poście. O ile początkowo obawiałam się, że na pewno coś pójdzie nie tak, okazało się jednak, że montaż drzwi jest dziecinnie prosty i nie należy się go obawiać - w zasadzie wystarczy na odpowiedniej wysokości zamontować listwę aluminiową i na niej powiesić zrobione przez siebie drzwi. Po kilku miesiącach użytkowania mogę powiedzieć, że sprawdzają się znakomicie :)

Zależało mi na tym, by nie było widać w jaki sposób zostały zawieszone drzwi, więc profile aluminiowe zamaskowałam maskownicą, ozdobioną szablonem. Dzięki temu prawie nie widać że są tu jakieś drzwi, większość gości myśli, że jest to lustro...



sobota, 15 października 2016

DIY - jak zrobić gzyms do szafy



Dziś pokażę krótkie DIY dotyczące gzymsu, dorobionego do szafy, którą po odnowieniu niedawno pokazywałam. Do zrobienia gzymsu wykorzystałam listewki ozdobne, kupione u stolarza. Każda miała 1,5 m, więc w sumie potrzebowałam po 2 z każdego rodzaju - jedna była rzeźbiona we wzorki, druga była typowym gzymsem.

Poza listewkami do przymocowania listewek użyłam kleju montażowego, resztkę pozostałą z remontu. Przyznam, że głowiłam się jak przymocować górną listewkę gzymsu, ponieważ bałam się ze zwykły klej do drewna nie da rady na tak małej powierzchni. Ale po zrobieniu próby, okazało się że klej montażowy trzyma mocno i wysycha w kilka sekund. Potrzebna była jeszcze skrzynka ucisowa i piła do przycięcia listewek.

W podobny sposób przycięłam górną, grubszą listewkę.

Nie wszystkie listewki udało mi się przyciąć tak dokładnie jak chciałam, niestety pojawiły się szpary, które zamaskowałam szpachlą i akrylem do ścian (też pozostałość z remontu :)

Może macie na to sposób, tak by wykonać precyzyjne cięcia, niekoniecznie przy użyciu specjalistycznych narzędzi?

Przypominam - tak szafa wyglądała przed i po dodaniu gzymsu - tu jeszcze w trakcie odnawiania:
I po malowaniu:

poniedziałek, 3 października 2016

Torebka z haftami w kwiaty

To najszybciej uszyta przeze mnie torebka, w dodatku upcyklingowa. Wczoraj miałam pół godziny na wykrojenie warstwy wierzchniej ze starej poszewki, którą lata temu znalazłam w second handzie i nie mogłam zdecydować się co z niej zrobić. Potem uszyłam podszewkę z kieszonkami w 15 min. Dziś przed 9 była już skończona - prosta, ale dzięki haftom, makom, kwiatom - urocza :)
Jeszcze niedawno nie miałam nic czarnego w garderobie...


I jeszcze poniżej ulubieniec synka - nasz Puszek.


sobota, 24 września 2016

Renowacja starej szafy - przed i po

Pamiętacie jak na wiosnę pokazywałam wstępnie oczyszczoną z farby starą szafę? Wraz z przeciągnięciem się remontu, przeciągnęła się również jej renowacja. Duże ilości pyłu nie pozwalały na szybką metamorfozę. Ale teraz jest już gotowa i choć wymagała sporo pracy cieszę się z tego niesamowicie.


 Szafa pokryta była lakierem lub jakąś farbą, która udawała słoje, zapewne w celu dodania jej lepszego wyglądu. Szafa wzmagała też klejenia i zbijania w kilku miejscach. Drewno okazało się słabej jakości, wymagało sporej ilości szpachli.., i trzeba było je pomalować.  Wybrałam pasujące do reszty pomieszczenia biel i błękit plus delikatny szablon. A do tego porcelanowe gałki. Wyszła szafa w stylu shabby chic, tylko bez przecierek. Przy malowaniu konieczne okazało się użycie podkładu, który wypełnił małe szczeliny i sprawił że zmniejszyły się one.




Na tym nie spoczęłam - aby dodać jej więcej uroku dorobiłam gzyms z ozdobnych listewek zakupionych u stolarza. W następnym poście pokażę jak przebiegał ten proces. Tu przed i po zamontowaniu gzymsu, jeszcze przed malowaniem końcowym, a po pomalowaniu primerem do drewna.


Podczas remontowych i renowacyjnych doświadczeniach spotykałam się z różnymi zachowaniami ludzi, których dowiadywali się o moich pasjach, zwłaszcza w związku z tym, że sama sobie radzę z całym tym bałaganem remontowym, sama odnawiam, maluję, przykręcam, tnę, dźwigam i robię to wszystko co my, majsterkujące kobiety lubimy najbardziej. Spotykałam się z różnymi reakcjami - od niedowierzania, że to jest możliwe, po entuzjazm, aż po bardziej skrajne i nieprzyjemne reakcje,  przykre, zwłaszcza kiedy niektóre osoby starają się dezawuować ciężką pracę :(
Być może powinnam siedzieć na tyłku (za przeproszeniem) i malować paznokcie... a nie radzić sobie w życiu.

sobota, 3 września 2016

Zdobycz z pchlego targu

Są dni kiedy zupełnie niespodziewanie natykamy się na piękne rzeczy tam, gdzie ich się zupełnie nie spodziewamy. Wśród innych, które wydają się po prostu bezwartościowe, można znaleźć skarb jakich mało. 

Tak właśnie było z moją ostatnią zdobyczą - wracałam z pracy przejeżdżając rowerem przez skwer, na którym miejscowi panowie gustujący w mocniejszych trunkach łapali ostatnie promienie letniego słońca. W oczekiwaniu na upojny wieczór sprzedawali przysłowiowy szwarc, mydło i powidło. Szybko zerknęłam wprawnym okiem wyławiając skarb. Zatrzymałam się z piskiem opon odrywając panów od słonecznych kąpieli.
Moja zdobycz to niciak, z pięknym ludowym motywem, uwielbiam go  :) i uwielbiam takie właśnie niespodzianki, zwłaszcza, że jego cena nie przekroczyła 10 zł. Warto mieć oczy szeroko otwarte...

Zdarza Wam się kupować w takich miejscach? A może  wydają się one Wam odstręczające?




czwartek, 1 września 2016

Łazienka - przed i po


Po licznych perypetiach chciałam powitać Was w moim mieszkanku. Ostatnie trzy miesiące były okresem tak wytężonej pracy, że często nawet nie miałam kiedy odpocząć, a co dopiero zrobić zdjęć kolejnych etapów prac. Chciałam dokończyć jak najwięcej podczas urlopu - nie ze wszystkim zdążyłam, ale najważniejsze, że już jesteśmy u siebie. Wiele rzeczy wykonywałam sama i te będę chciała pokazać tutaj w najbliższym czasie. Teraz zaś rozpocznie się etap udomawiana naszej przestrzeni, chyba najmilszy ze wszystkich.


Dziś pokażę łazienkę, która przeszła, jak każde pomieszczenie w mieszkaniu całkowitą metamorfozę - na początek zdjęcia przed. Przygotujcie się na mocne wrażenia :)
Na ścianach było kilka warstw farby olejnej, na podłodze lastryko... wyposażenie przed wymianą pamiętało najlepsze czasy PRL :) łącznie z nieocenioną w tych czasach pralką franią. Pracy było co nie miara - fachowiec powiedział na koniec, że nigdy więcej nie będzie odnawiał łazienki w starych blokach, tyle było problemów - przede wszystkim z krzywymi ścianami, przez które nie zmieściła mi się szafka pod umywalkę z szufladami, którą pierwotnie sobie upatrzyłam.


A teraz kadry bardziej współczesne :) Łazienka odrobinę w stylu retro i ma moje ulubione połączenie - biel i błękit. Starałam się połączyć w jedno wszystkie elementy. Baterie i elementy prysznica mają kształty w starym stylu, podobnie wieszaki. Na niewidocznej tu ścianie zawisła półeczka którą odnawiałam z myślą o łazience kilka miesięcy temu.
Płytki podłogowe to to, co mi się najbardziej podoba w tym projekcie.


A teraz mała zapowiedź następnego postu - zakończenie kolejnego projektu, czyli starej szafy, na której tle pozują nasi najmłodsi domownicy :)


video




sobota, 18 czerwca 2016

Projekt łazienki

Od kiedy nowa ekipa zaczęła remont, prace posuwają się bardzo szybko. W łazience są już położone kafle, pojawiła się wanna i jestem w trakcie kompletowania mebli - szafek, półek i innych akcesoriów. No i mam dylemat - jaką szafkę wybrać pod umywalkę - bardzo mi się podoba ta z rzeźbieniami, ale  będzie ona stała tuż obok wanny i obawiam się, że szybko się zniszczy od wody. Stąd pomysł, by wybrać nieco mniej ozdobną, lecz bardzie praktyczną szafkę z nóżkami. Niestety ogranicza mnie tu jej rozmiar - większa niż 61 cm tu nie wejdzie, więc wybór jest niewielki :( Większość rzeczy już zakupiłam, została już tylko ta szafka pod umywalkę... Sama nie wiem którą wybrać.

Cała łazienka będzie w bieli - na ściany wybrałam białe, matowe płytki, natomiast na podłodze będą płytki czarno-kremowo-niebieskie - widziałam jak dziś fachowcy je kładli - efekt bardzo mi się podoba :). Co tu dużo mówić- w końcu wygląda jak patchwork :)

 



sobota, 28 maja 2016

DIY - jak odnowić drzwiczki z użyciem opaski gipsowej



W trakcie remontu często natkamy się na niezbyt przyjemne niespodzianki. Tak było też i u mnie z okropnie zniszczonymi drzwiczkami od liczników. Mogłam je wymienić, ale podobał mi się ich kształt.

Niestety okazało się, że pod kilkoma warstwami farby olejnej zrobione są nie z drewna, a z płyty pilśniowej, bardzo podatnej na zarysowania. Po zdarciu farby  okazało się że musiałam użyć naprawdę dużej warstwy szpachli, by zatuszować te rysy, ale efekt i tak nie był zadowalający. Może byłoby lepiej gdybym zajmowała się wyklepywaniem karoserii samochodów :)

Ale od czego jest wyobraźnia? Przecież została mi opaska gipsowa, którą użyłam do robienia lampy. Przydała się i tu, maskując zarysowania i dając ciekawy efekt struktury.

Nałatwiej jest kupić opaskę na w znanym serwisie aukcyjnym :). Próbowałam to zrobić w sklepie medycznym, ale tam była droga.
Opaskę namoczyłam chwilę w wodzie i przykładałam do drzwiczek wygładzając ją. Końce przy brzegach drzwiczek od razu przycinałam ponieważ opaska wysycha naprawdę szybko. Wystarczy kilka minut i mogłaby się kruszyć, gdybym zrobiła to później. Krawędzie opasek wygładzałam paznokciem, by zniwelować równice. Nie potrzebowałam żadnego kleju, a opaska po wyschnięciu dała efekt ciekawej struktury na drzwiczkach.
 W celu uzyskania ciekawego efektu końcowego nakleiłam wycinanki przy pomocy kleju do drewna typu wikol.


Następnie całość pomalowałam farbą akrylową do drewna i dodałam kropkę nad "i", czyli niebieską farbę transparentną do szkła.

Nie jest to typowy sposób odnawiania, ale myślę, że może być ciekawą alternatywą w przypadku, kiedy mamy do czynienia z bardzo zniszczalnym przedmiotem.

niedziela, 22 maja 2016

Remontowe bolączki i lampa z opaski gipsowej

Każdy, kto robił kiedyś większy remont zna te bolączki i zawody związane z remontem. Remont trwa już czwarty miesiąc i końca nie widać. W zasadzie powinnam już się wprowadzać do świeżo odremontowanego wnętrza, ale niestety plany, przewidywania i ... ludzie zawodzą. Natomiast ilość nieprzewidziany zdarzeń i problemów przybywa.

Umawiasz się z fachowcem i myślisz ze poważnie traktuje swoją pracę i ciebie. Jednak jak widać jest inaczej. Były tygodnie, kiedy w mieszkaniu nic się nie działo ponieważ ciągle było coś pilniejszego...  najpierw jedno, potem drugie i trzecie, oczywiście bez jakiegokolwiek poinformowania, że będzie przestój... brak mi słów. W ten sposób i za pół roku mieszkanie dalej nie byłoby skończone, a frustracja by mnie zjadła. Dlatego w najbliższym czasie do mieszkania wchodzi nowa ekipa i to daje nadzieję, że prace zostaną przyspieszone.


Najbliżej wykończenia jest moja sypialnia. Ostatnio położyłam na ścianę tapetę, przemalowałam grzejnik, zawisła tez lampa zrobiona przeze mnie z opaski gipsowej i pomalowana od ciemniejszego do najjaśniejszego błękitu... początkowo zanim jeszcze została powieszona, miałam wątpliwości czy będzie pasowała, ale teraz mam wrażenie ze dobrze się komponuje z turkusem tapety.

Opis jak zrobić lampę z opaski gipsowej  znajdziecie tutaj
W salonie i aneksie kuchennym od dwóch miesięcy kończone są gładzie... i finiszu tego procesu nie widać! Wciąż nie są do końca położone kafle na podłodze, o panelach itp. nie ma co marzyc. A tak chciałabym już zacząć urządzać ten pokój. Mogłabym przerzucić szafy przeznaczone do  odnowienia tutaj i dokończyć ich renowację w miejscu, w którym jest mniej pyłu, mogłabym zacząć składać meble kuchenne...

niedziela, 10 kwietnia 2016

Pyszne bronwie z bananów i kuchenno-remontowe migawki

Uwielbiam czekoladę, zwłaszcza w postaci brownie, kocham ten mocny, soczysty smak w połączeniu z kawą, w trakcie parzenia której w całym domu roznosi się charakterystyczny zapach. Teraz nawet jeszcze bardziej lubię to ciasto, od kiedy odkryłam przepis na brownie, w którym zupełnie brak mąki, za to można przemycić banany i fasolę dziecku :)



Przepis poleciła mi koleżanka, jest stąd.

Brownie z bananów i fasoli

Składniki na dwie foremki keksówki lub tortownicę na 22-23 cm
  • 2 puszki czerwonej fasoli,
  • 4 jajka,
  • 2 banany,
  • 4 łyżki prawdziwego kakao,
  • 3/4 szklanki ksylitolu lub pół szklanki cukru
  • półtora łyżeczki sody lub proszku do pieczenia,
  • 3 łyżki oleju (najlepiej kokosowy lub rzepakowy)
Polewa
  • gorzka czekolada (im więcej kakao tym lepiej),
  • 1/4 szklanki mleka,
  • dwie łyżki kakao,
  • odrobina ksylitolu (wg uznania),

Włączamy piekarnik na 180 stopni, ponieważ ciasto robi się bardzo szybko. Następnie płuczemy dokładnie fasolę i przesypujemy ją do dużej miski. Dodajemy do niej jajka, olej, banany, kakao, sodę i ksylitol i bardzo dokładnie miksujemy nawet do 10 minut (jeśli masa nie będzie dostatecznie roztarta, może się kruszyć po upieczeniu). Gotową już masę przelewamy do dwóch keksówek lub okrągłej formy na 23 cm i umieszczamy w piekarniku na od 40 do 60 minut (po wyciągnięciu z piekarnika ciasto może być trochę płynne, gdy się ochłodzi konsystencja się poprawia). Pod koniec pieczenia na patelni przygotowujemy polewę rozpuszczając czekoladę i mieszając ją z kakao i mlekiem. Upieczone ciasto dekorujemy polewą. Najlepiej smakuje po przestaniu kilku godzin w lodówce.
Jeszcze kilka kuchennych migawek :)



W remontowanym mieszkanku też wszystko pod znakiem kuchni - jest już bardziej biało! Kuchnia już przestała wyglądać jak ruina :) Są już moje ukochane cegiełki na ścianie (teraz jeszcze zakryte, by się nie kurzyły podczas szlifowania gładzi), na podłodze częściowo położone są płytki. Choć teraz jeszcze niewiele widać, robi się bardziej domowo, tym bardziej, że prawdopodobnie jest już pomalowana sypialnia i przedpokój. Już pomieszałam farbę z pigmentem i jestem ogromnie ciekawa efektu na ścianie!


Niestety nie mogę teraz tego zobaczyć, synka dopadła jakaś paskudna choroba - lekarz nie wie co się dzieje. Stan podgorączkowy utrzymuje się od 4 tygodni - zaczęło się od kaszlu, kataru i wysokiej gorączki. Kaszel i katar minął po dwóch tygodniach, lecz nie stan podgorączkowy - wciąż się utrzymuje, czasem na kilka dni ustępuje, ale potem pojawia się wraz z wyższą gorączką.... badania nic nie wykazują... w poniedziałek będziemy robić kolejne, z jednej strony boję się, że coś wyjdzie, z drugiej chciałabym wiedzieć co mu jest :(

niedziela, 13 marca 2016

Plakaty do pobrania

Robię przymiarki do tworzenia rysunków, plakatów, które ozdobią ściany pokoju synka i nie tylko. Nie rysowałam tak na poważnie chyba z 10 lat albo i więcej - ostatnie jakieś regularne prace powstały w liceum, a potem długo, długo nic.
Dziś więc mały szkic i dalszy ciąg plakatów/naklejek dla małego.

Zapraszam do pobierania jeśli macie ochotę.
Grafika jest  na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe.Licencja Creative Commons







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...